Rodzic helikopter, czyli nadopiekuńczość i… co dalej?

by Zuza Skrzyńska

Martwienie się zdaje się być wpisane w macierzyństwo. Oczy dookoła głowy, taki wieczny stan czujności. Jakby to rzec bardziej naukowo, podniośle i antropologicznie – jesteśmy w ciągłej gotowości, by chronić swoje młode.

Uznając upierdliwe zamartwianie się za typowy, normalny element życia na matczynym łez padole, nie dostrzegamy tego momentu, w którym przekraczamy cienką czerwoną linię. Tę oddzielającą zwyczajne martwienie się od wpadania w kołowrotek myśli, kręcących się wokół wszelkich niebezpieczeństw świata, czyhających na naszą pociechę.

Krążymy więc nad dzieckiem jak helikopter. Nawet jeśli „maluch” wkracza w wiek nastoletni, gdzie mile (a nawet bardziej niż mile) widziana jest motywacja własna, jakaś odpowiedzialność i pewna doza samodzielności.


NIEZDROWE ZAMARTWIANIE SIĘ

Boimy się o naszego pisklaka, a gdy opuści już gniazdo, nie możemy pogodzić się z tym, że jest takie puste. Dzieje się tak wtedy, kiedy dziecko staje się jedynym celem i sensem życia. Dziecko i jego bezpieczeństwo, sukces, świetlana przyszłość bez problemów.

Tymczasem nie ma świata, w którym problemy nie występują. Ekspozycja na porażki, błędy i ryzyko związane z sięganiem po nowości jest konieczna, by nauczyć się przechodzenia przez trudne emocje. Wzmocnić odporność psychiczną. Rozwinąć umiejętność rozwiązywania problemów, zamiast czekać, aż przyjdzie mama i załatwi sprawę jak zwykle.

Helikopter też się męczy od wiecznego krążenia nad głową dziecka. To nie jest przyjemne, być w stałym napięciu. Funkcjonować w jakimkolwiek nadmiarze lęku i mówię to ja, zmagająca się z własnymi lękami. To jest trudne, jest męczące. Nie tylko dla dzieci, które tym niezdrowym już lękiem w końcu się mogą zarazić.

Nikt nie wybiera sobie nadopiekuńczości. Ona zwykle dzieje się zupełnie nieświadomie. Wynika z różnych naszych trudności, a my pełni zasługujemy na to, żeby sobie ulżyć i te trudności zaopiekować. 


NADOPIEKUŃCZY RODZIC

Rodzic helikopter krąży nad głową dziecka, również w swoich myślach, nieustannie się zamartwiając. Na placu zabaw nie odstępuje dziecka na krok. Bywa, że za wszelką cenę stara się uchronić malucha przed jakąkolwiek porażką, rozczarowaniem, trudnymi emocjami.

Nadopiekuńczy rodzic jest jednym ze źródeł dziecięcych lęków. Kierując się własnymi lękami, „chroni” dziecko, uniemożliwiając mu swobodną eksplorację świata, wzmacnianie odporności psychicznej, naukę radzenia sobie z trudnościami.


CZY JESTEŚ HELIKOPTEREM?

Mam wrażenie, że jako rodzice bywamy nadopiekuńczy w kilku głównych obszarach.

Relacje z rówieśnikami:

  • rodzic helikopter instruuje inne dzieci, jak się bawić z jego dzieckiem,
  • jeśli maluch ma trudności w kontakcie z dziećmi, rodzic helikopter „chroni” go przed trudnymi emocjami, wchodząc w unikanie (innych dzieci),
  • helikopter wkracza w każdy konflikt na placu zabaw, reagując nawet wtedy gdy dzieci same mogą rozwiązać spór.

Ubrania:

  • rodzic helikopter krąży nad dzieckiem z czapeczką i sweterkiem (nawet gdy „maluch” jest już nastolatkiem),
  • nadopiekuńczy rodzic sam ubiera dziecko, bo wierzy, że zrobi to szybciej i lepiej (nawet gdy dziecko chce spróbować ubrać się samodzielnie),
  • zawsze sprawdza, czy jest spakowany strój na WF.

Jedzenie/odżywianie:

  • kontrolujący rodzic sam nakłada (większemu) dziecku jedzenie, sam je odgrzewa, a na wycieczki szkolne pakuje cały zestaw pudełek, upewniając się u nauczyciela, że dziecko nie kupi samo niczego „niezdrowego” lub „zakazanego” – chce mieć pełną kontrolę nad tym, co, jak i kiedy zjada dziecko.

Szkoła:

  • nadopiekuńczy rodzic sprawdza, co jest na zadanie – bywa, że odrabia lekcje za dziecko,
  • w przypadku gorszych ocen „wyjaśnia” z nauczycielem powód tej „niesprawiedliwości”,
  • często krąży po szkole, rozmawia z nauczycielami, zgłasza uwagi, sugestie, angażuje się i przeżywa oceny czy konkursy.

Transport:

  • rodzic helikopter wszędzie zawozi swoje dziecko, nawet gdy jest już gotowe na samodzielną podróż,
  • odbiera dziecko z imprez, spotkań (nawet jeśli to spotkanie u sąsiadów) i odprowadza je na osiedlowy plac zabaw.

“SAM NIE DASZ SOBIE RADY”

Nie dasz rady/nie potrafisz zrobić tego sam. Muszę zrobić to za Ciebie.

Świat jest pełen niebezpieczeństw. Jesteś bezpieczna tylko wtedy, gdy jestem blisko Ciebie.

Jedynym rozwiązaniem Twoich problemów jest moja pomoc.

Jednocześnie jako rodzice chcemy, żeby dzieci wyrosły na samodzielne, odpowiedzialne, asertywne, odporne psychicznie osoby o wysokim poczuciu własnej wartości. Tymczasem sami, zwykle całkowicie nieświadomie, odbieramy im taką możliwość.


JAKA MOŻE BYĆ RELACJA Z NADOPIEKUŃCZYM RODZICEM?

Dzieci, które są wyręczane we wszystkim, których rodzice zgadzają się na wszystko dla świętego spokoju, zwykle nie tworzą głębokiej więzi i dobrej relacji z rodzicami. Z czasem mogą zacząć traktować ich jak… „obsługiwaczy”.

[Żródło: J. Juul „Twoje kompetentne dziecko: dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej?”]

Nadopiekuńczy, kontrolujący rodzic jest zmęczony zamartwianiem się. Byciem w stresie i napięciu. Dziecko też jest zmęczone. Bywa, że kłamie i oszukuje rodzica dla świętego spokoju – żeby się już nie martwił.

[J. Lythcott-Harris „Pułapka nadopiekuńczości: czy wyrządzamy krzywdę swoim dzieciom, starając się za bardzo?”]

Nadwrażliwi, niespokojni, zamartwiający się rodzice zarażają swoim niepokojem dzieci, które wchodzą w tryb wiecznego czuwania, niepokoju i lęku. Uczą się unikania ryzyka i niepróbowania nowości. Powtarzane w nerwach „Uważaj”, „To niebezpieczne!”, „Czy na pewno wszystko w porządku?” mogą być źródłem dziecięcych lęków czy zaburzeń lękowych. 

[H. Shumaker „It’s OK not to share”]

Nadwrażliwość i nadopiekuńczość rodziców może mieć swoje źródło w ich własnych lękach. Kiedy lęk jest „niezdrowy”, sprawia ból. Ból ten objawia się m.in. niespokojnymi myślami, zamartwianiem się: „Czy on sobie poradzi?”, „Co, jeśli zdarzy się coś złego?” czy tendencją do postrzegania świata jako miejsca niebezpiecznego dla dziecka. Taki lęk warto zaopiekować. Lękliwy rodzic nie może być spokojnym, dającym poczucie bezpieczeństwa oparciem dla dziecka.

[L.J. Cohen „Nie strach się bać: jak rodzicielstwo przez zabawę radzi sobie z lękami dzieciństwa”]


JAK PORADZIĆ SOBIE Z NADOPIEKUŃCZOŚCIĄ?

W pierwszej kolejności… zaopiekować się sobą – lękami, różnymi trudnościami, przekonaniami i wszystkim tym, co popycha nas do bycia helikopterowym rodzicem. Pamiętając, że zamartwianie się o dziecko, o jego zdrowie, przyszłość, o różne inne sfery życia, może być objawem depresji, zaburzeń lękowych lub innych trudności, w których warto sięgnąć po wsparcie specjalisty – psychoterapeuty i/lub psychiatry. Serio, życie w nieustannym lęku, napięciu i z głową pełnych scenariuszy nie jest normą. Nie jest też ani miłe, ani zdrowe i zwyczajnie nie warto się męczyć. Mówię to ja, mama z depresją i zaburzeniami lękowymi. Twoje samopoczucie jest ważne!

Co potem? Potem można, na miarę sił i możliwości, stopniowo „oddawać” dzieciom odpowiedzialność i samodzielność, zadając sobie pytanie „Czy na pewno moje dziecko potrzebuje teraz mojej opieki?”.

Jeśli widzisz u siebie cechy helikopterowego rodzica, koniecznie przeczytaj ten tekst – KLIK.

Pisząc ten tekst, korzystałam z poniższych książek: 

  1. L.J. Cohen „Nie strach się bać: jak rodzicielstwo przez zabawę radzi sobie z lękami dzieciństwa”, Warszawa 2015.
  2. J. Juul, „Twoje kompetentne dziecko: dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej?”, Pruszków 2011.
  3. H. Shumaker „It’s OK not to share” [„Nie musisz się dzielić”].
  4. J. Lythcott-Haims, „Pułapka nadopiekuńczości: czy wyrządzamy krzywdę swoim dzieciom, starając się za bardzo?” Warszawa 2018.
0 komentarz

To też może Ci się spodobać

Dodaj komentarz

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda