Ciężki dzień? O strategii minimalizowania strat

by Zuza Skrzyńska
odpuszczanie

Minimalizowanie strat. To moja strategia na ciężkie dni albo ciężkie chwile w ciągu dnia. Pozwala przetrwać w przynajmniej względnej równowadze. 

Skoro jesteś mamą, pewnie nieraz zaczynałaś poranek od myśli “byle do wieczora…”. Są takie dni, a czasem nawet tygodnie, gdy kompletnie brakuje nam paliwa. Maratony nieprzespanych nocy. Dziecięcych chorób, skoków rozwojowych czy ząbkowania. Kryzysów w związku i innych katastrof życiowych.


DZIEŃ MINIMALIZOWANIA STRAT

Wtedy zasobów brak, a więc siły brak i cierpliwości też brak. Natury nie da się oszukać. Nie da się być oazą spokoju i życzliwości w momentach skrajnego zmęczenia, stresu, niewyspania. 

Deprywacja snu, trwająca czasem latami, robi swoje. Do tego dochodzą codzienne stresy i stresiki. I te kochane brzdące, w nieustannym badaniu i uczeniu się naszych rodzicielskich granic.Ta nauka dla nas bywa bolesna. Jeśli dodamy do niej kolejną kiepską noc i kurwość losu w postaci choroby, ząbkowania w pełni, dziecięcego kryzysu albo innego weltschmerzu, to możemy wpaść w tryb przetrwania.

I choćby skały srały, często zwyczajnie nie da się wykrzesać z siebie zrozumienia dla trudnych dziecięcych emocji. Energii do zabawy. Siły na stanie przy garach. I tak dalej. Za to łatwo wybuchnąć. Stracić równowagę. Wpaść w kołowrotek upierdliwych myśli, który prowadzi do złości, a ta złość do samobiczowania, bo „co ze mnie za matka, która nie umie się opanować”.

Matka zmęczona. W trudzie. Człowiek, którego organizm nie daje już rady i jasno daje o tym znać. I kiedy jest taki dzień (bywa, że już kolejny z rzędu) nie da się być ideałem. Pozostaje tylko minimalizowanie strat.


NA CZYM POLEGA OGRANICZANIE STRAT?

Minimalizacją strat jest puszczenie bajki, żeby siąść i podładować baterie. Bycie tylko niemiłą, zamiast krzyku. Albo krzyk, zamiast rękoczynów. Bo czasem jesteśmy na takim skraju wyczerpania, że żadna inna strategia działania nie jest możliwa do wdrożenia. Można tylko stać i krzyczeć z bezsilności.

Minimalizowanie strat, to wybieranie mniejszej straty. Czy dziecko straci więcej, jak zje kanapkę na obiad, czy może wtedy, kiedy mama, wkurwiona ze zmęczenia i stresu, nakręci się dodatkowo gotowaniem obiadu w akompaniamencie dziecięcych wrzasków i w końcu wybuchnie złością na swoje potomstwo?

Minimalizowanie strat, to dbanie o siebie i bliskich w obliczu różnych ciężkich chwil i zdarzeń. Kiedy minimalizujesz starty, nie jesteś gorszą czy “nieogarniętą” matką. Wybierasz strategię najlepszą dla wszystkich. Adekwatną do warunków, w jakich teraz funkcjonujecie.


ODPUSZCZANIE TO NIE ZANIEDBYWANIE

To nie jest o tym, żeby zaniedbywać dzieci, wrzeszczeć na nie bez powodu i szukać na to usprawiedliwienia. Żyć w syfie. To jest o tym, że każdy ma swoje granice. O tym, że organizm w kryzysie przejmuje nad nami panowanie (przecież jesteśmy tylko ludźmi). O tym, że cudów nie ma i czasem odpuszczenie tego, co się tylko da, jest najlepszym wyjściem ze wszystkich dostępnych w tym momencie.

Biczowanie się w myślach też dobrze sobie odpuścić. W końcu jesteśmy zmęczone. Czasem zepchnięte w najczarniejszy kąt dupy naszego macierzyństwa. To, co możemy zrobić, to odpuścić. W pierwszej kolejności odpuścić samej sobie. 

Jeżeli masz z tym problem i nieustannie dowalasz sobie myślami, że jesteś wyrodną i kiepską matką, sprawdź tutaj, jak te myśli zastopować – KLIK

0 komentarz

To też może Ci się spodobać

Dodaj komentarz

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda