“Nie użalaj się, kiedyś matki miały gorzej”

by Zuza Skrzyńska

Być może i Ty słyszałaś kiedyś, że “masz złote dziecko, nie ma co narzekać”, że “kiedyś matki miały gorzej i dawały radę”, a Ty “przesadzasz jak zwykle”. Być może i Ciebie takie komentarze doprowadzały do białej gorączki, albo spychały w najciemniejszą otchłań smutku.

Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Ci o żalu w macierzyństwie. Czy wypada mieć żal? Tęsknić za życiem takim, jakie było wcześniej, zanim pojawił się potomek? Czy w ogóle można narzekać, czy też mamie to raczej nie wypada, skoro dziecko to promień szczęścia, który przysłoni wszystkie smutki?

Jestem w trakcie pisania książki o złości i trudnych emocjach w macierzyństwie. Dużo czytam o samych emocjach. I nie są to jakieś tam opowiastki o uczuciach, a artykuły naukowe i książki z zakresu psychologii.

I powiem Ci, że co do jednego Ci naukowcy i psychologowie mają zgodność. Emocje są w porządku. Można czuć je wszystkie. To nie jest tak, że gdy rodzisz dziecko, to ktoś Ci wciska magiczny przycisk i wyłącza wszystkie trudne emocje. Bo jak masz już dziecko, to powinnaś być najszczęśliwsza na świecie. 


NIE MA EMOCJI, KTÓRYCH NIE WYPADA CZUĆ, A JEDNAK…

Nie ma takich emocji, które są nie na miejscu, których czuć nie wypada. Chociaż my, matki, same sobie czasem nakładamy takie ograniczenia. Nie wypada narzekać. Nie wypada płakać, bo “nikt nie mówił, że z dziećmi jest łatwo”. Nie wypada mówić, że ci ciężko, bo “inne mają gorzej”. 

Cieszyć za bardzo też się nie można, bo jak się cieszysz, to najwyraźniej masz za dużo czasu dla siebie i za mało zmartwień, więc pewnie nie angażujesz się wystarczająco w opiekę nad dzieckiem. 

Z jednej strony matka polka, urobiona po łokcie, dla której wyznacznikiem bycia dobrą mamą jest własne poświęcenie i blask wypucowanej podłogi. Z drugiej strony matka wiecznie uśmiechnięta, bo dziecko to największa radość i chuj tam z trudnymi uczuciami. Nie może ich być. 

Z takimi dwoma niewspierającymi przekonaniami na temat bycia mamą spotykam się cały czas, bardzo często. Wyidealizowana wizja macierzyństwa kontra matka poświęcająca siebie aż do końca.

A jeśli nie chcę taka być?


NIE NARZEKAJ

Jeśli nie chcę taka być, to zwykle znajdą się osoby, które zechcą sprowadzić mnie na “dobrą drogę”. Kiedy powiem, że mi źle, że jestem rozczarowana tym, jak wygląda moje nowe życie, to w roli mamy, bo oczekiwałam czegoś innego, to usłyszę:

  • “kiedyś jak kobiety rodziły, to zaraz szły w pole robić, a nie tylko leżeć i płakać”
  • “nie narzekaj, jak zwykle przesadzasz”
  • “nie użalaj się nad sobą, przynajmniej nie musisz pracować”
  • “nie przejmuj się, w końcu się ogarniesz – tylko ci się wydaje, że jest tak źle”
  • “poczekaj, dziecko urośnie, to jeszcze będziesz za tym tęsknić”

To są przykłady totalnego niewspierania. Skłaniania do wyparcia własnych emocji, zamknięcia ich w sobie. Unieważnienia tego, co się czuje. Dlaczego więc inne mamy tak mówią? Może dlatego, że nikt nie nauczył ich komunikacji wspierającej. Kiedyś w wychowaniu nie było miejsca na emocje. Liczyło się posłuszeństwo i dyscyplina. Może dlatego, że same nie miały przestrzeni na własne trudne emocje, więc wylewają je z siebie, gdy nadarzy się okazja. Żeby poczuć się lepiej. Ich intencje wcale nie muszą być złe.

Ja sama dopiero teraz się tego uczę – radzenia sobie z emocjami, nie tylko swoimi. Zauważania ich, akceptowania, towarzyszenia osobie, która trudne emocje przeżywa. Zamiast oceniania, umniejszania, dowalania i kierowania uwagi na siebie oraz własne problemy. 

Teraz wiem, że bardziej wspierające jest “widzę, że Ci trudno”, “w porządku jest się smucić, bycie mamą nie jest łatwe”, “może być Ci ciężko, czy jakoś mogę Ci pomóc?”. “Widzę Twoją frustrację. Jestem tu, jeśli będziesz chciała pogadać o tym, co Cię wkurza”.


MAMA ZYSKUJE WIELE I TRACI RÓWNIE DUŻO

Żal jest związany z przeżywaniem straty. Kiedy rodzi się dziecko, zyskujemy wiele. Rodzi się nowe życie. Żeby tak się stało, musimy jednocześnie stracić to poprzednie, w którym dziecka nie było. Tak samo jak wyprowadzając się na wieś zyskujemy spokój i bliskość natury, ale tracimy szybki dojazd do pracy i bliskość sąsiadów z bloku. I okej, może nam być tego żal. Coś zyskujemy, coś tracimy.

Kiedy starszakowi rodzi się młodsza siostra czy brat, też zyskuje – rodzeństwo. Jednocześnie traci swoje życie, w którym był jedynym i najważniejszym dzieckiem. Też może to przeżywać, ten żal.

A emocje są wspólne dla wszystkich. Nie dzieli się je na takie, które ten może mieć, a ten drugi już nie bardzo. Tak jak dzieci, przeżywając stratę, przechodzą przez etap złości, żalu, tak samo i my możemy złościć się, smucić i mieć ten żal. Potem dopiero jest akceptacja nowej rzeczywistości. 


“BĘDZIE CI ŻAL, GDY DZIECI UROSNĄ”

Sam żal gdzieś tam zawsze jest, takie mam wrażenie. Teraz jest mi żal, że nie mogę sobie wyjść z domu kiedy chce i dokąd chcę, opiekując się na co dzień dwójką małych dzieci, a kiedyś pewnie będzie mi żal, że już są duże. Myślę sobie, że żal dobrze jest zaakceptować, przyjąć. Przybić mu piątkę i żyć z nim jak z każdą inną emocją. 

Bo żal jest w porządku. Mogę mieć taki żal, jaki czuję w tym momencie. Nie stanowi on o tym, jaką jestem mamą. Bo kocham moje dzieci i nie wyobrażam sobie życia bez nich, mimo że jednocześnie jest mi żal. Jak wiele mam potrzebuję w tym moim żalu empatii. Zrozumienia. Bycia wziętą pod uwagę, z pełną paletą emocji. Wsparcia. Towarzyszenia. Bez oceny i wartościowania.


ZA CZYM WŁAŚCIWIE TEN ŻAL?

Narodziny dziecka to wielka zmiana. Rodzicielstwo to jest inny zupełnie świat i nie ma co ukrywać, że zmienia się dużo. W samej już codzienności z wielu rzeczy często rezygnujemy. Na przykład ze spokojnych, leniwych poranków w łóżku, albo z wolnych wieczorów. Takich tylko dla siebie. 

Tak, jeśli mamy nianię, babcię do pomocy, przedszkole, albo dziecko zasypiające o godzinie osiemnastej, które jak kamień w wodę, to może być inaczej. W tym tekście nie chcę jednak skupiać się na sławetnej “kwestii organizacji” ani na roli wsparcia w opiece nad dzieckiem, a na emocjach. Na matczynym poczuciu straty.

Powiem Ci, co ja sama straciłam. 

Straciłam swoje piękne ciało, którego nigdy nie doceniałam. Teraz mam inne, też piękne, ale za tamtym mi się tęskni, jest mi żal. Cieszę się widząc o czwartej nad ranem roześmianą twarz młodszej. Jednocześnie gdzieś tam, pod zmęczonymi powiekami, jest mi żal, bo kiedyś mogłam spać, a teraz nie mogę.

Żal mi, kiedy sobie pomyślę, że nie mogę ot tak wstać i wyjść z domu. Kiedy chcę i dokąd chcę. Bez zamartwiania się o to, jak sobie beze mnie poradzą. Bez zerkania na zegarek, żeby wrócić na konkretną porę do domu. Czasem jeszcze ukłuje mnie w serduszku, gdy zaczynam marzyć. I myślę sobie nagle: „stara, co ty sobie tam snujesz za plany. Zobacz, dzieci zaraz kąpiesz i kładziesz spać, a nie jakieś podróże po świecie”. Żal mi, że już nie tak mi lekko, kiedy wybiegam myślami gdzieś dalej.


TĘSKNOTA ZA BESTROSKĄ

Tęsknię za beztroską i spontanicznością. Być może inne mamy nadal ją mają, ale ja jej nie mam. Nie w takiej formie jak kiedyś. I to jest okej, w końcu różnimy się od siebie. Żal mi lekkości, którą trudno mi mieć, będąc odpowiedzialną za zdrowie i życie małego człowieka.

Siebie też mi żal. Gdy płaczę wieczorem pod prysznicem, bo znowu krzyczałam na dzieci. Bo nie udało mi się być taką mamą, jak chciałam. Bo poprzeczkę postawiłam sobie za wysoko. 

Jeśli chcesz zobaczyć, za czym tęsknią inne mamy i czego jest im żal, zerknij na komentarze do tego zdjęcia na Instagramie – KLIK.


EMOCJE NIE SĄ JAK OGÓRKI, NIE WARTO ICH KISIĆ

Ja wiem, że rodzina to szczęście. Że uśmiech dziecka i „kocham cię mamusio” potrafi wynagrodzić wiele. Ale w porządku jest czuć też żal. Tęsknić za tym co było. Mierzyć się z tą swoją stratą. I nie chodzi o to, że „to minie” i „będzie lepiej”. Nie chodzi o to, żeby żal wypierać, maskować, udawać, że go nie ma. 

Bo żal, poczucie straty będą w naszym życiu jak wszystkie inne emocje i to jest okej. Emocje to nie są ogórki, więc kiedy je kisisz, wcale nie są zdrowe ani dobre.

Jeżeli czujesz, że ten żal Cię przygniata, że ciężko Ci się z nim żyje, a relacje z dziećmi nie sprawiają Ci z przyjemności – pogadaj ze specjalistą. Depresja poporodowa między innymi tak może się objawiać. Może Cię dorwać nawet rok po porodzie, a nieleczona zwykle sama nie mija. 

Ja również jej doświadczyłam. Bycia na pełnym wkurwie i więcej smutku niż radości na co dzień. Wybuchy o byle co. Zmęczenie i brak widoków na lepsze jutro. Więcej o objawach depresji i o tym, jak się z nią zmierzyć napiszę już niebawem. 

Tymczasem zapraszam Cię do posłuchania o żalu i tęsknotach w macierzyństwie, o których opowiadałam w Pytaniu na Śniadanie KLIK

0 komentarz

To też może Ci się spodobać

Dodaj komentarz

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda