Samoakceptacja – tego lepiej NIE mów (przy) dziecku

by Zuza Skrzyńska

„Ale mam obwisły brzuch”. „Muszę jeszcze trochę schudnąć”. „Rany, ale ze mnie patyczak. Same kości”. „Te rozstępy są okropne”. Mówisz tak czasem, patrząc w lustro? Bo mi się zdarza. Czasem rzucę od niechcenia, że tyłek mogłabym mieć mniejszy, gdy próbuję się wbić w przedciążowe jeszcze spodnie.

A moja córka stoi obok, słucha. I czego się uczy?


BRAK AKCEPTACJI WŁASNEGO CIAŁA U DZIECI

Do refleksji skłoniła mnie niedawna sytuacja z osiedlowego placu zabaw. Bawiąc się ze starszą w piasku usłyszałam, jak na oko siedmioletnia dziewczynka mówi:
– Nie mogę się bawić na tej huśtawce! Mam taki tłusty tyłek, że na pewno się do niej nie zmieszczę.

I zamarłam. Trochę z zaskoczenia, a trochę dlatego, że poczułam swój stres z dzieciństwa. Tę wieczną ocenę wyglądu. Wróciłam myślami do czasu, gdy miałam pięć lat, byłam „wychudzona” i wyglądałam „jak Oświęcim”. 

Widzę siebie, siedzącą przy stole na jakiejś rodzinnej imprezie. Ktoś zaczyna do mnie mówić, ale nie pamiętam kto. Co wtedy usłyszałam? Że powinnam „zjeść jeszcze trochę”, bo „nogi jak patyki”. Oczy mam podkrążone, bo jem „za mało mięsa” i dlatego TAK wyglądam. Tak, czyli jak właściwie? Nie wiem, ale czuję się winna i nie chcę TAK wyglądać.


A CYCUSZKI JUŻ ROSNĄ?

Potem jako nastolatka dowiaduję się od wujka, że mam „tak wystający tyłeczek, że można by na nim kufel postawić” i „apetyczne cycuszki”. Nie wiem, czy każdy w rodzinie ma takiego wujka, ale ja wolałabym go nie mieć. Czułam się zawstydzona, naruszona, kiedy słyszałam o sobie takie słowa. A to przecież „nic takiego, takie żarty”.

Myślę sobie, jak bardzo nasza akceptacja swojego ciała wpływa na to, jak będą akceptować siebie nasze dzieci. I czy w ogóle będą. Jak to, co mówimy o sobie i o innych, co mówią ojcowie naszych dzieci, wpływa na ich postrzeganie cielesności.

Jak zachowanie rodziny i komunikaty płynące z otoczenia mogą sprawić, że maluch zaczyna siebie nie lubić. Jak trudno może przychodzić mu akceptacja własnego ciała w takiej formie, jaką obecnie przybrało.


TO MY BUDUJEMY DZIECIĘCĄ SAMOAKCEPTACJĘ

Jasne, jest jeszcze całe nasze otoczenie, świat poza zasięgiem. Nie mamy wpływu na to, co mówią koledzy czy koleżanki ze szkoły, inni dorośli. Jak zachowują się i co mówią dzieci na placu zabaw.

Ale myślę sobie, że mimo wszystko to głównie my, rodzice, dajemy dziecku siłę i wspieramy jego poczucie własnej wartości. Pomagamy zaakceptować siebie, gdy bierzemy je takim, jakie jest – bez potrzeby ulepszania. Odchudzenia albo “podtuczenia”.

Możemy malucha przygotować na to, co może go spotkać w przyszłości. Wspierać jego poczucie własnej wartości. Żeby umiał mimo wszystko myśleć o swoim ciele dobrze i zaopiekować się sobą tak, jak był zaopiekowany przez nas w domu.


UKOCHAJ WŁASNE CIAŁO

WIem, że maluchy uczą się przez naśladowanie, więc staram się już nie wypowiadać słów krytyki wobec własnego ciała. Akceptuję je takim, jakie jest. Co ciekawe, pokochałam je dopiero po dwóch ciążach i dwóch porodach.

Znacznie korzystniej wyglądałam w liceum, chociaż wtedy uważałam się za najbardziej pokraczną istotę na świecie. Teraz jest jak jest, a i tak mi się podoba. Akceptacja swojego ciała zajęła mi 29 lat. Nie chcę, żeby i moje córki musiały na to czekać.


TEGO LEPIEJ NIE MÓWIĆ (PRZY) DZIECKU

Myślę, że pewnych zdań lepiej (przy) dziecku nie mówić, a przynajmniej starać się ich unikać. Niektóre brzmią z pozoru niewinnie, ale niosą mocny przekaz. Raczej nie sprzyja on samoakceptacji. Bo skoro same siebie nie akceptujemy, to jak nasze dzieci mają się tego nauczyć?

„Powinnam jeszcze schudnąć.”

„Ale mam grube uda…”

„Brzuch wiszący jak galareta.”

„Na pewno znajdzie sobie młodszą i piękniejszą żonę.”

„Straszne te piegi, muszę je zamaskować.”

„Jestem nieatrakcyjna.”

„Ale mam tłusty tyłek.”

„Wolałabym wyglądać jak…”

“Ależ ona jest gruba, powinna o siebie zadbać.”

“Nie chciałabym tak wyglądać, sama skóra i kości.”

“Mogłaby się inaczej ubrać, żeby ukryć ten tłuszczyk.”


KRZYWDZĄCE OKREŚLENIA

Podam Ci jeszcze różne przykłady zasłyszane w czasach mojego dzieciństwa. Nie wszystkie wypowiedziane bezpośrednio do mnie. Często do innych dzieci. Na podwórku, na placu zabaw, w przedszkolu czy szkole. One nie są wspierające. Nie są nawet zabawne. Zawstydzają i mogą wpędzić w kompleksy.

“Ale kluska.”

“Chuda jak przecinek.”

“Będzie się odchudzać z kości na ości.”

“Tłuścioszek.”

“Nogi jak patyki.”

“Chuda jak szczapa.”

“Chudzielec.”

“Same kości.”

“Pucuś.”

“Gruby jak serdelek.”

“Oponka.”

“Łapy jak bochenki chleba.”

“Włosy jak druty.”

“Siano na głowie.”

“Za gruba.”

“Za chuda.”

“Ciemna jak asfalt.”

“Blady jak trup.”

Być może sama będąc dzieckiem słyszałaś krzywdzące określenia dotyczące Twojego wyglądu. Śmiało, podziel się nimi w komentarzę

0 komentarz

To też może Ci się spodobać

Dodaj komentarz

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda