Kiedy rodzic się zamartwia, czyli różne oblicza lęku

by Zuza Skrzyńska

„Mamy tak mają, że się wiecznie martwią”. „Kiedy rodzi się dziecko, mama zaczyna się bać o jego zdrowie. Tak już jest”. Słyszałaś to kiedyś? Bo ja tak. Dlatego moje lęki wydawały mi się naturalne. Kompletnie normalne.

Właściwie już w dzieciństwie się bałam. Odrzucenia przez inne dzieci. Tego, że nikt nie będzie mnie lubił. Bałam się zawieść oczekiwania bliskich. Bałam się, że nie zdam sprawdzianu celująco. Były takie poranki, w niektórych miesiącach nawet codziennie, gdy budziłam się z bólem brzucha i gulą w gardle. Bałam się iść do szkoły.


LĘK, KTÓRY ZACZĄŁ SIĘ KIEDYŚ 

Bałam się też mojego ojca. Bałam się, że nikt mi nie pomoże, gdy stanie się coś złego. Żyłam w napięciu, jakby czekając, aż coś zaraz pierdolnie. Bo tak zwykle było w moim domu. I to mi już zostało, nawet gdy się z niego wyprowadziłam. Żyłam w lęku i zrzucałam to na syndrom DDA. Nie pomyślałam, że właściwie mam wszelkie predyspozycje do zaburzeń lękowych.

Nie potrafiłam żyć spokojnie. Tak bardzo nauczyłam się, że moja rzeczywistość to wieczne kryzysy i problemy. Kiedy zaczynało się robić normalnie, sama generowałam różne trudności. Paradoksalnie stan ciągłego napięcia był dla mnie naturalny. Znajomy. Bliski.


“PRZECIEŻ KAŻDY RODZIC SIĘ TAK MARTWI”. CZY NA PEWNO?

Jako mama martwiłam się jeszcze bardziej. Głównie o zdrowie dzieci. Bałam się o przyszłość. Że po macierzyńskim nie poradzę sobie w pracy. Że kiedyś dzieci będą mnie źle wspominać. Miałam wrażenie, że zaraz coś się zepsuje.

W stresie (teraz wiem, że bardziej adekwatne określenie to „w lęku”) zasychało mi w ustach. Czasem na kilka dni. Kiedy się czymś martwiłam, a właściwie kiedy się bałam, czułam ścisk w żołądku. Czasem robiło mi się słabo. Wydawało mi się, że… przecież każdy tak ma. Czy aby na pewno?


KIEDY RODZIC MARTWI SIĘ ZA BARDZO

Ciągle martwię się o dziecko, że zachoruje, że stanie mu się coś złego…

Wieczorem mam taki natłok zmartwień i myśli w głowie, że nie mogę zasnąć.

Wiem, że jestem nadopiekuńcza, ale nie potrafię inaczej. Mam wrażenie, że świat jest pełen niebezpieczeństw…

Boję się, że umrę i rodzina nie poradzi sobie beze mnie. Właściwie martwię się o wszystko, o pracę, dom, zdrowie. Jestem przez to w nieustannym napięciu.

Miewasz podobne myśli? To właśnie jest lęk.


RÓŻNE OBLICZA LĘKU

  • uporczywe martwienie się i lęk nieproporcjonalne do rangi zdarzenia/sytuacji/źródła lęku,
  • martwienie się „na zapas”, wybiegając w przyszłość,
  • stan czujności, poczucie, że zaraz wydarzy się coś złego,
  • uczucie napięcia, trudność w odprężeniu się, które mogą prowadzić do zaburzeń snu i bezsenności („gonitwa myśli”, przez którą nie da się spać),
  • mimo świadomości nadmiernego zamartwiania się trudno to powstrzymać, kontrolować. To z kolei prowadzi do dyskomfortu.

Jeśli takie objawy utrzymują się przez 6 miesięcy lub dłużej, mogą świadczyć o zaburzeniach lękowych (zespół lęku uogólnionego). 


MOŻLIWE PRZYCZYNY ZESPOŁU LĘKU UOGÓLNIONEGO 

Życie w lęku nie jest normą. To nie tak, że „przecież każda mama się martwi na zapas” – niezdrowy poziom lęku nie jest normą i warto o tym pamiętać. Skąd bierze się niezdrowy lęk? Na jego pojawienie się wpływają różne czynniki. Między innymi biologiczne (np. wpływ dziedziczenia) i psychospołeczne, przy czym te drugie  można podzielić na czynniki wyróżnione w podejściu poznawczo-behawioralnym (CBT) i psychodynamicznym. 

Czynniki psychospołeczne – podejście poznawczo-behawioralne (CBT):
  • wyuczony sposób postrzegania rzeczywistości (skupianie się na poszukiwaniu potencjalnych niebezpieczeństw, skupianie się na negatywach),
  • przekonanie o niewielkich możliwościach radzenia sobie z problemami i przeciwnościami.
Czynniki psychospołeczne – podejście psychodynamiczne:
  • wg tego podejścia powodem lęku i napięcia mogą być nierozwiązane i nieuświadomione konflikty wewnętrzne.

Zespołowi lęku uogólnionego dość często towarzyszy depresja, fobia społeczna czy zespół lęku panicznego. Mnie akurat przy okazji tych zaburzeń lękowych dopadła deprecha (chociaż ciężko właściwie stwierdzić, co było pierwsze). 


LĘK ODCZUWANY W CIELE

Zaburzenia lękowe często dają o sobie znać w ciele. Czasem ignorujemy je, czasem traktujemy jako objaw zwyczajnego stresu lub innych problemów zdrowotnych. Tymczasem to lęk! 

Jeśli rozpoznajesz u siebie cztery lub więcej objawów z poniższej listy, to zgodnie z międzynarodową klasyfikacją chorób  ICD-10 możesz mieć zaburzenia lękowe:

  • palpitacje/przyspieszone bicie serca,
  • pocenie się, drżenie ciała,
  • suchość w ustach,

  • uczucie dławienia się,
  • trudności z oddychaniem,
  • ból/ucisk w klatce piersiowej,
  • nudności, ucisk w żołądku,

  • przypływy zimna i gorąca,
  • uczucie mrowienia i drętwienia,

  • napięcie lub bóle mięśni (w tym bóle głowy, spięcie barków),
  • niepokój ruchowy, nie można się odprężyć,
  • gula w gardle, problem z przełykaniem,
  • trudności ze spaniem (przez natłok myśli),

  • zawroty głowy, zasłabnięcia,
  • poczucie derealizacji lub depersonalizacji,
  • lęk przed śmiercią,
  • lęk przed utratą kontroli.

Inne objawy:

  • tendencja do wygórowanego przestraszenia się na sytuacje zaskoczenia,
  • trudność z koncentracją, uczucie pustki w głowie związane z obawami i niepokojem,
  • stała drażliwość.

Patrząc wstecz, mogłabym odhaczyć większość objawów z tej listy. Latami myślałam, że mam nerwobóle. Raz na jakiś czas ból w klatce piersiowej, kołatanie serca. Duszności. Podobne jak w ataku astmy. Kiedy poszłam do psychiatry, będąc już chwilę w terapii z powodu depresji, dowiedziałam się, że mam zaburzenia lęku uogólnionego, a on może się ciągnąć latami.

Osoby cierpiące na te zaburzenia bywają nadopiekuńcze. Często boją się o zdrowie i życie swoje i bliskich. Martwią się „na zapas”. Nie umieją się odprężyć. Miałam tak przez wiele lat, ale teraz się już nie boję. I powiem Wam, że życie bez lęku to bajunia. Nawet z deprywacją snu! Co mi pomogło? Leczenie. Bo zaburzenia lękowe można i trzeba leczyć. I wtedy – serio – może być normalnie. Ja jestem na to przykładem.

ZABURZENIA LĘKOWE MOŻNA LECZYĆ

Leczenie zazwyczaj polega na psychoterapii, łączonej często z farmakoterapią. I nie, to nie oznacza od razu, że trzeba brać leki do końca życia. 

Farmakoterapia:

  • najczęściej leki z grupy SSRI oraz wenlafaksyna
  • benzodiazepina jako tymczasowe leczenie uzupełniające

Psychoterapia – wiodące podejścia w leczeniu zaburzeń lękowych:

  • poznawczo-behawioralna: zrozumienie i przeformułowanie przekonań lękowych, nauka sposobów radzenia sobie z lękiem (np. relaksacja),
  • psychodynamiczna: odsłonięcie i rozwiązanie nieświadomych konfliktów wewnętrznych, wzmocnienie siły ego pacjenta/klienta.


LĘKLIWY RODZIC, LĘKLIWE DZIECKO

Jako rodzice „przenosimy” swoje lęki na nasze dzieci. Nie bez powodu mówi się, że lęk jest zaraźliwy. Skoro mama ciągle chroni (est nadopiekuńczym rodzicem helikopterem, o którym przeczytasz TUTAJ) to znak, że świat jest niebezpieczny. Trzeba więc być czujnym i wypatrywać niebezpieczeństwa. To takie bycie w nieustającym napięciu, w lęku, które… może „dokładać” się do zaburzeń lękowych u dziecka

Pisząc ten tekst czerpałam z poniższych źródeł:

1. Jacek Stasiuk, Anna Burkiewicz, Dariusz Kozłowski, Zbigniew Afeltowicz, „Zaburzenie lękowe uogólnione – rozpoznawanie, objawy oraz leczenie farmakologiczne”, Geriatria 2014; 8: 264-267.

2. Międzynarodowa klasyfikacja chorób ICD-10 WHO.

3. A. Bilikiewicz, “Psychiatria kliniczna”, (który tom? Miejsce wydania i rok?)

1 komentarz

To też może Ci się spodobać

1 komentarz

Anna 25 maja, 2021 - 1:49 pm

Zuza, jakbym czytała o sobie. Twojego Instagrama obserwuje od 4 miesięcy, zmotywowana zaczęłam chodzić do psychoterapeutów. Byłam u 2 i miałam wrażenie,ze spotkania odbywają się na zasadzie “gadka-szmatka”, że nic mi to nie daje. Teraz rozpoczęłam terapię u kolejnej Pani Doktor i dopiero ona zdiagnozowała u mnie nerwicę i zaburzenia lękowe. Jak to możliwe? Teraz jestem w ciąży i nie mogę brać leków, ale do rozwiązania planuję chodzić na terapię. I teraz czytając Twój wpis, jakbym czytała o sobie. Boję się od małego. Boję się kolejnego dnia. Popadam w paranoje jak moja córka budzi się w nocy z płaczem. Gdy w telewizji informowali o zjedzeniu przez dzieci magnesów, będąc u dziadków chowałam je do szuflady, mimo że były wysoko na lodówce. Mam niepokój odnośnie zdarzeń z przeszłości. Cały mój dzień to lęk. Mam nadzieję, że teraz psychoterapia pomoże.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda