Trudności z odpoczywaniem i wypalenie w macierzyństwie

by Zuza Skrzyńska
Wypalenie w macierzyństwie

Opowiem Wam o tym, jak się wypaliłam i… dlaczego tak późno zorientowałam się, że to jest właśnie to. Koniec moich sił. Zaczęło się od wyczerpania emocjonalnego. Od kiedy pamiętam, ludzie mi się zwierzali. W szkole, w pracy, w głębszych lub płytszych znajomościach. Znajomi i całkiem obcy. Potem szli dalej, lżejsi o stres i trudne emocje, które we mnie zostawały na długo. Nie wiedziałam do końca, co ani jak z nimi robić, więc nie robiłam nic. Bagatelizowałam własne złe samopoczucie.

Czasem mówiłam sobie, że to super! Przecież muszą mi ufać, skoro przychodzą właśnie do mnie ze sprawami największego kalibru. Nadawałam temu jakiś sens i ten sens popychał mnie do przodu. Nie od dziś lubię pomagać innym. Jestem typem ratownika. I z głębi serca, tak szczerze, lubię ludzi. Jako Wysoko Wrażliwa Osoba potrafię poczuć to, co czują. Dlatego tak dobrze ich rozumiem.

Tylko granic nie umiałam wyznaczyć. Może dlatego, że „za dzieciaka” wiecznie były przekraczane. I nic do gadania nie miałam. Asertywność i komunikowanie granic przyszło wraz z macierzyństwem. Nie od razu. Raczej po latach. Wyrzucanie z siebie stresu, również tego „zabranego” od innych. Troska o siebie – chociaż tę umiejętność nadal szlifuję. Pokochanie siebie. Chociaż nie jest to jeszcze miłość szalona, to… jest.


KIEDY DAJESZ ZA DUŻO

Gdy czytałam książkę o wypaleniu autorstwa sióstr Nagoski i doszłam do fragmentu o istotach dających, to jakby o mnie pisali. Tego się nie wybiera. Szkodliwe poświęcenie, dawanie i opór przed braniem, może mieć różne przyczyny. Życie nas tak kształtuje. Wychowanie. Dzieciństwo. Wpojone wzorce. Może trochę osobowość?

Ja wyrosłam na perfekcjonistkę o niskim poczuciu własnej wartości. Taką, która siebie stawia na końcu. Ciągle powinna więcej. Bez prawa do odpoczynku (przecież to strata czasu). Potem, babrając się w niewspierających przekonaniach o tym, jaka powinna być mama, zaczęłam płonąć. Z przeciążenia, z poczucia odpowiedzialności za wszystko i wszystkich. Zupełnie jak kiedyś moja mama. W końcu się wypaliłam.

Kiedy zrozumiałam, co i dlaczego się stało, nie potrafiłam się z tym pogodzić. Aż grom pierdolnął z jasnego nieba i uświadomiłam sobie, że to już depresja. Zaczęłam się odbijać od dna. W terapii, w dobrych, wspierających relacjach. Dzięki obalaniu upierdliwych przekonań i odpuszczaniu sobie, zamiast odpuszczania siebie.

PO CZYM POZNAĆ, ŻE TO WYPALENIE?

Jako mamy bywamy bardzo zmęczone. Czasem nie wiemy, gdy to zmęczenie przechodzi w wypalenie. Według H. Freudenbergera można zaobserwować przynajmniej kilka jego przejawów. Są nimi:

  • wyczerpanie emocjonalne: zmęczenie pojawiające się wtedy, gdy zbyt długo i zbyt mocno się czymś przejmujemy.
  • depersonalizacja: zanik troski, empatii, współczucia. Emocjonalne zdystansowanie się od dziecka, które może wpływać na opiekę nad maluchem.
  • obniżone poczucie spełnienia: nieodparte wrażenie bezcelowości i daremności swoich działań: poczucie, że nic, co robimy, nie ma większego sensu.
 

SYNDROM ISTOTY DAJĄCEJ

Według Kate Manne istoty dające czują obowiązek poświęcania się dla innych (np. dzieci, partnera, rodziny), przy jednoczesnym zachowaniu radości [obowiązek” radości mimo trudu i zmęczenia], spokoju i wyczulenia na potrzeby innych. Istoty dające nie mogą być smutne, zdenerwowane, ambitne, wyczulone na własne potrzeby.

„Dawacze” mają poczucie, że powinni z uśmiechem poświęcać się dla innych. Że nie mogą przy tym odczuwać nieprzyjemnych emocji, poprosić o pomoc czy zażądać czegoś, by zadbać o siebie. Własne potrzeby uznają za nieważne i stawiają je na samym końcu. Wspierając innych, obarczają się ich stresem i trudnymi emocjami. Gdy źle się czują z tego powodu, wypierają swój stres, uznając go za nieważny czy irracjonalny. odpuszczania siebie.


ZMĘCZENIE WSPÓŁCZUCIEM

Istoty dające potrafią latami zaspokajać potrzeby innych, nie dbając o własne. Jednocześnie lekceważą stres wynikający z obcowania z cudzymi problemami. Nie rozładowują go, nie regenerują się.

Zmęczenie współczuciem, to:

  • odcięcie się emocjonalne: udawanie empatii, kiedy wiesz, że powinnaś ją czuć, a nie czujesz nic.
  • umniejszanie lub lekceważenie cierpienia: chyba że to cierpienie ekstremalne („To nie wojna/ludobójstwo/gwałt na dziecku, więc nie masz na co narzekać”).
  • poczucie beznadziei, bezradności lub bezsilności, a jednocześnie poczucie obowiązku, by robić jeszcze więcej.
  • tkwienie w złej sytuacji osobistej czy zawodowej ze względu na poczucie, że jest się niezastąpioną („Jeśli ja tego nie zrobię, to nikt inny tego nie zrobi”).


CO JESZCZE SPRAWIA, ŻE TRUDNO NAM ODPOCZĄĆ?

Niewątpliwie perfekcjonizm utrudnia odpoczywanie. Z jednej strony dlatego, że nie umiemy oddelegować zadań/odpowiedzialności („ja to zrobię lepiej”), a drugiej dlatego, że nie mamy wystarczająco czasu i możliwości, żeby odpoczywać perfekcyjnie. Na przykład przez dwie godziny ciągiem, albo przez dał…y weekend, podczas wyjazdu do SPA. Ignorujemy więc możliwość krótkiego odpoczynku w ciągu dnia, „bo to i tak nie wystarczy”. Tymczasem odpoczynek łapany w kilkuminutowych przerwach między krzykiem dziecka a zmianą pieluchy, często jest jedyną dostępną opcją, z której warto skorzystać. Człowiek tak jak telefon może ładować się na raty. 
 
Kolejna sprawa to granice, których nie komunikujemy. Jesteśmy nieasertywne, przyjmujemy na siebie wszystkie obowiązki, nawet jeśli czujemy, że to dla nas zbyt ciężkie. Nie reagujemy, gdy ktoś nas krzywdzi, mimo że gotujemy się w środku. Wkurw nie pozwala głowie odpocząć.

 

CZĘSTO GŁÓWNĄ PRZESZKODĄ JESTEŚMY… MY SAME

Dzieje się tak, kiedy:
  • myślimy, ze nie mamy czasu na odpoczyneka tak naprawdę każda doba ma 24 h. Z różnych przyczyn, gdy przychodzi okazja na zajęcie się sobą, wolimy zająć się czymś innym,
  • nie prosimy o pomocbo takie z nas zosie-samosie. Albo boimy się odrzucenia tej prośby. Jesteśmy przekonane, że nikt ani nic nie może nam pomóc,
  • nie jesteśmy dla siebie ważnenie akceptujemy siebie w pełni, czasem nawet siebie nie lubimy. Uważamy, że odpoczynek się nam nie należy. Bywa, że odpoczywając, czujemy się winne (bo w tym czasie mogłybyśmy np. robić coś dla „ważniejszych” osób),
  • myślimy, że musimy sobie zasłużyć i odpoczynek jest nagrodą. Co chwilę wymyślamy sobie warunki, które musimy spełnić, by odpocząć. W związku z tym odpoczywamy zbyt rzadko, a nawet w ogóle.
Na szczęście w kwestii odpoczywania bardzo wiele zależy od… nas samych. Być może nie ucieszy Cię to spostrzeżenie i wcale mnie to nie zdziwi. Sama czułam ogromny opór i przez długi czas ciężko było mi przyjąć, że to ja sama, a nie cały niesprzyjający świat, odbieram sobie szansę na jakąkolwiek regenerację. Kiedy tak naprawdę zdałam sobie z tego sprawę, mogłam przejść do ćwiczeń. Z odpoczywania!

Pierwszym krokiem była nauka odpieprzania się od siebie. Tak, żeby w pierwszej kolejności odpocząć od swojego wewnętrznego krytyka. Więcej dowiesz się o tym TUTAJ. Drugim krokiem było zrozumienie tego, że bałagan w moim domu w żaden sposób mnie nie definiuje. Co więcej, jest wynikiem umiejętnego dokonywania wyborów. Przeczytasz o tym TUTAJ.

Pisząc ten tekst korzystałam z książki autorstwa Dr Emily Nagoski, Amelia Nagoski, „Wypalenie. Jak się wyrwać z błędnego koła stresu”, Warszawa 2020.

0 komentarz

To też może Ci się spodobać

Dodaj komentarz

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda