Połóg bez ściemy, czyli o tym, co dzieje się po porodzie

by Zuza Skrzyńska
połóg

„Żałuję, że nikt mi o tym nie powiedział”, „Nie wiem, dlaczego na mojej szkole rodzenia nie mówili, że tak to może wyglądać”, „Żadna znajoma mama nie ostrzegła mnie, że może być tak ciężko”, „Czułam się oszukana i zawiedziona”.

Tak o połogu mówiły dziewczyny, z którymi rozmawiałam o połogu. I wiesz co? Ja się z nimi zgadzam. Bardzo odnajduję się w ich odczuciach i doświadczeniach. Mimo tego że byłam w świetnej szkole rodzenia mam wrażenie, że połóg to nadal temat tabu.

Często mówi się o nim ogólnikowo. Suchymi faktami. Bez poruszenia aspektu emocjonalnego, prócz informacji, że jest coś takiego jak baby blues czy depresja poporodowa. Połóg – sześć tygodni po porodzie. Krwawienie i krocze boli. No i nawał mleczny, gorsze samopoczucie.

Tymczasem połóg to coś więcej.

SZEŚĆ TYGODNI I BĘDĘ JAK NOWA

Myślałaś tak o połogu? Bo ja tak. Wiedziałam, że brzuch jeszcze chwilę zostaje, że te kilogramy powoli sobie lecą. Miałam jednak nadzieję, że ten cały powrót do formy zamknie się w kilku tygodniach po porodzie i będzie po sprawie.

No i się rozczarowałam.

Zawsze byłam dość szczupła, chociaż jadłam za dwóch, a tu taki klops. Dwa miesiące po porodzie, ja zamiast chudnąć – tyję. Brzuszek jak na początku trzeciego trymestru, chociaż dziecka w środku nie ma już od dawna.

Nie mówiąc o ciągnącej bliźnie w miejscu nacięcia krocza. Kaszel powodował ból „tam w dole”. Kichanie wywoływało niepokój, bo czułam się tak, jakbym zaraz miała zsikać się w majtki.

MIESIĄCE, A NAWET LATA

Do pełnej regeneracji potrzebne są miesiące, a nawet lata. Czasem nie obejdzie się bez wsparcia specjalisty, na przykład urofizjoterapeuty (o tym, z kim warto się spotkać i jak zadbać o siebie po porodzie, pisałam TUTAJ).

W ciąży organizm zmienia się przez dziewięć miesięcy. Dlaczego więc tych kilka umownych tygodni miałoby wystarczyć, żeby się zregenerował i nauczył działać w nowej rzeczywistości?

Połóg jest okresem wstępnej regeneracji, przywrócenia podstawowych funkcji fizjologicznych. Nie oznacza, że wszystko już jest okej. Nawet jeśli czujesz się wyśmienicie, to w środku nadal może być „świeżo po porodzie”.

Potrzeba czasu i dla każdej z nas ten czas jest inny. Tak jak każdy organizm jest inny, każda ciąża i każdy poród. Nie ma też dwóch identycznych połogów.

OD KARMIENIA PIERSIĄ SIĘ CHUDNIE – CHYBA ŻE NIE

Znajoma mówiła, że dziecko wszystko wyssie. Czyli jak będę karmić piersią, to będę chudsza niż przed ciążą. Tymczasem zaczęłam chudnąć jakoś piętnaście miesięcy po pierwszym porodzie. Kiedy wróciłam do pracy i ograniczyłam karmienia w dzień.

Karmienie piersią to dodatkowy, spory wysiłek energetyczny dla organizmu. Bywa i tak, że ciało właśnie z powodu większego zapotrzebowania energetycznego robi sobie zapasy. Zwłaszcza wtedy, gdy karmienia są częste albo karmi się piersią więcej niż jedno dziecko.

Jeśli i Ty nie chudniesz karmiąc piersią, to nie jest od razu jakaś anomalia, serio! Dobrze jednak nie ignorować dużego wzrostu lub znacznej utraty masy ciała. To mogą być objawy poporodowego zapalenia tarczycy. Zachorować może każda mama, nawet do dwunastu miesięcy po porodzie! O objawach przeczytasz w TYM tekście, do którego już wcześniej linkowałam.

ULTRAZMĘCZENIE

Poród to taki wysiłek dla organizmu, jak przebiegnięcie ultramaratonu. Zakładam, że większość z nas nie bierze regularnie udziału w takich imprezach. Dlatego zmęczenie po porodzie jest ogromne.

Możesz mieć zawroty głowy i sapać ze zmęczenia jak stuletnia babcia. Wchodzenie po schodach, wejście pod prysznic czy wyjście do pokoju obok mogą stanowić wyzwanie.

KREW, DUŻO KRWI

Krew, to pewnie domyślasz się, skąd. Nawet po cesarskim cięciu i łyżeczkowaniu macicy zwykle coś tam jeszcze w środku zostaje. Krwawić może też gojąca się wewnątrz rana.

W pierwszych dobach po porodzie krwawienie jest najintensywniejsze. Z czasem zmienia barwę, jest mniej obfite. Wygasa całkowicie koło szóstego lub ósmego tygodnia po porodzie. Pachnie specyficznie, mogą pojawiać się spore skrzepy krwi.

Krew w połogu to też krew zranionych sutków, bo…największą ściemą macierzyństwa jest powiedzonko, że karmienie piersią to proste i intuicyjna sprawa. Zupełnie bezbolesna.

ZUPEŁNIE NIEINTUICYJNE KARMIENIE PIERSIĄ

Z moich obserwacji i doświadczenia wynika, że mama i dziecko muszą nauczyć się współpracy przy piersi. Jasne, jako kobiety jesteśmy fizjologicznie gotowe do karmienia, a dzieci do ssania. Inaczej ludzkość dawno by wyginęła. Niemniej jednak przystawianie malucha do piersi bywa prawdziwym wyzwaniem. To nie prawda, że wystarczy intuicja i karmienie „dzieje się samo”.

W karmieniu piersią pojawia się też ból. Ten fizjologiczny trwa zwykle około dwóch tygodni. 

Jest też ból inny, ale równie częsty w początkach karmienia piersią. Kiedy noworodek chwyta pierś zbyt płytko, kiedy zaciśnie dziąsła na sutku, kiedy coś jest nie tak w jamie ustnej – na przykład gdy wędzidełka są zbyt mocno przyrośnięte – może ranić sutki do krwi.

Jeżeli karmienie sprawia Ci ból dłużej niż te dwa tygodnie albo brodawki są długo poranione, skonsultuj się z Certyfikowaną Doradczynią Laktacyjną. Zazwyczaj chodzi o nieprawidłową technikę przystawiania do piersi albo problemy z wędzidełkami. Doświadczona doradczyni potrafi znaleźć przyczynę problemu i da Ci wskazówki co do dalszego postępowania. 

SKURCZE MACICY

Podczas połogu macica obkurcza się dziesięciokrotnie. To dla niej naprawdę ciężka robota. Obkurczanie się – jak sama nazwa wskazuje – oznacza skurcze. Najsilniejsze są te podczas karmienia piersią. Dlaczego? Dlatego, że gdy maluch zaczyna ssać, to właśnie pod wpływem oksytocyny mleko napływa do piersi. Ta sama oksytocyna jest odpowiedzialna za skurcze porodowe.

Nie wiem jak Ty, ale ja byłam zdziwiona bólem brzucha podczas karmienia. Myślałam, że coś jest grubo nie tak. Jeśli miałabym określić, jakie to był u mnie ból, to powiedziałabym, że taki jak pierwszego dnia okresu, razy dziesięć. Czasem mocniejszy. Pamiętaj, że każda z nas ma inny próg bólu i to, co jedną boli, drugiej w ogóle nie rusza.

Po kolejnych porodach macica obkurcza się sprawniej i tutaj dobrze wiedzieć, że ból brzucha również może być większy. U mnie tak było po drugim porodzie. Zwijałam się z bólu przy każdym karmieniu.

SUCHOŚĆ W USTACH I NAPADY GŁODU

Po porodzie pozbywamy się nadmiaru wody z organizmu. Sika się dość często. Z drugiej strony pojawia się uczucie suchości w ustach (głównie podczas karmienia piersią), a wargi mogą pękać.

Zaskakujące mogą też być napady wilczego głodu. Mnie dopadały głównie po nocnych karmieniach. Wtedy żadne diety nie obowiązują – lepiej jeść niż nie jeść, naprawdę!

CYCE JAK DONICE

Nawał mleczny pojawia się około trzeciej doby po porodzie siłami natury. W przypadku cesarskiego cięcia może być nieco później.

Cyce są wielkie jak donice. W ciągu jednego dnia potrafią tak urosnąć, że potrzebny jest stanik większy o dwa, a nawet trzy rozmiary.

Mogą być twarde i bolesne. Nie zdziw się, jeśli obudzisz się w środku nocy dosłownie zalana mlekiem. Właściwie nie tylko nocą mleko leje się strumieniami. Tryskające piersi dają o sobie znać również wtedy, gdy usłyszysz płacz dziecka (i to nawet nie musi być Twoje dziecko), albo powąchasz główkę malucha.

Aha, nie zdziw się, gdy poczujesz dziwne mrowienie i uczucie rozpierania w piersiach podczas karmienia. Niektóre dziewczyny opisują to uczucie jako kłucie, łaskotanie, albo intensywne mrowienie. To tylko napływ mleka.


POT I BOLESNE KROCZE

Zimny pot, dreszcze, fale gorąca. Wielka trójca połogowych dolegliwości! Nie każdej mamie trafia się taki pakiet. Mi się trafił.

Pociłam się jak świnia i brałam prysznic miliard razy dziennie. Oczywiście mąż mnie musiał spod tego prysznica wyciągać, bo przy naciętym kroczu bezbolesne podniesienie nogi w górę, żeby zrobić krok, graniczyło z cudem. No i zawroty głowy po ciepłym prysznicu też nie pomagały.

Nacięte lub pęknięte krocze może sprawiać dyskomfort bardzo długo. Nie zdziw się, jeśli nawet dwa miesiące po porodzie nie dasz rady zwyczajnie usiąść na tyłku.

Problematyczne może być też siadanie na kibelku, bo miejsce szycia napina się i szwy mogą wyjątkowo ciagnąć. Polecam sikanie na stojąco pod prysznicem i częste wietrzenie krocza. Połóg to taki czas, gdy całkowicie legalnie można chodzić z tyłkiem i biustem na wierzchu. Bo piersi też dobrze jest wietrzyć.

OBAWA PRZED KUPĄ

Kupa. Temat rzeka.

Mam wrażenie, że pierwszą kupę po porodzie to się rodzi, a nie robi. Lęk przed tą kupą może być spory. Polecam czopki glicerolowe, które były obowiązkowym elementem mojej wyprawki do drugiego porodu. Czopek to życie! Nie trzeba w ogóle przeć, a przeć na kupę w okresie połogu nie wolno. Pomocny jest też podnóżek.

Zatwardzenia są bardzo częstą przypadłością w trakcie połogu. Dobrze jest pić dużo wody, jeść tak, żeby nie zatwardzać jeszcze bardziej. No i czopki. Schłodzone czopki, prosto z lodówki, naprawdę ratują tyłek.

Tym trochę śmiesznym, a trochę nieśmiesznym akcentem kończę tekst o połogu.

Przygotowując ten tekst, korzystałam z informacji zawartych w poniższych książkach:
1. „Po prostu piersią. Jak dobrze rozpocząć, ominąć trudności i karmić naturalnie”, G. Rapley, T. Murkett, rok wydania 2015, Wydawnictwo Mamania.
2. „Karmienie piersią w teorii i praktyce. Podręcznik dla doradców i konsultantów laktacyjnych oraz położnych, pielęgniarek i lekarzy”, M. Nehring-Gugulska, M. Żukowska-Rubik, A. Pietkiewicz, rok wydania 2017, Medycyna Praktyczna.
3. „Poród naturalny”, K. Oleś, rok wydania 208, Wydawnictwo Natuli

6 komentarzy

To też może Ci się spodobać

6 komentarzy

Ania 10 lipca, 2020 - 6:47 pm

Tak, zgadzam się w pełni, ja nie chodziłam do szkoły rodzenia, mam dwójkę dzieci, ale jak rozmawiam z koleżankami, które chodziły to stwierdzam, że to nie miało sensu. Nie umiałam wytłumaczyć, będąc wówczas już mamą jednego dziecka i w ciąży z drugim, koleżance, która była w pierwszej ciąży, że to nie działa tak, że napisze sobie plan porodu, ustali pozycję, w jakiej będzie rodzić i nauczy się oddychać, a wtedy poród przebiegnie gładko i bezboleśnie, nie udało mi się przekonać jej, że to nie jest tak, że karmienie od początku jest cudowne, a noworodka trzeba „nauczyć żyć” czyli zasypiać, jeść, w ogóle funkcjonować w świecie. Szkoła rodzenia i słowa położnej to była prawda objawiona, a po porodzie okazało się, że rzeczywistość jest totalnie inna.
Polecam jeszcze zagłębić się w temat D-MER, okropna dolegliwość, o ile mogę to nazwać dolegliwością, polegająca na uczucia wysysania wraz z mlekiem (czy to podczas karmienia, odciągania laktatorem czy podczas samoistnego wypływu mleka) całej radości. Niestety doświadczyłam tego, a o tym to już naprawdę ułamek procenta wie, a w szkole rodzenia nie mówi się, że karmienie może prowadzić do płaczu.
Już postanowiłam, że jeśli zajdę jeszcze w ciąże to zapiszę się do szkoły rodzenia i wówczas podyskutuję z położnymi

Odpowiedz
Zuza Skrzyńska 12 lipca, 2020 - 11:23 am

Dzięki za komentarz! Myślę sobie, że nie da się w pełni przygotować do bycia mamą. Tak jak piszesz, szkołą rodzenia to nie jest to samo co praktyczne doświadczenie. W moim odczuciu jeśli trafi się na dobrą szkołę, to jednak coś wartościowego można dla siebie wynieść. Ja czułam się dobrze przygotowana na różne fazy porodu, byłam bardziej świadoma tego, co może się wydarzyć i ciesze się, że usłyszałam o tym wszystkim na szkole rodzenia. Z drugiej strony masa rzeczy mnie zaskoczyła, zszokowała, albo nie miała nic wspólnego z tym, o czym na szkole rodzenia mówiono. Tak to już chyba jest, że dopóki nie przeżyjesz, to się nie przekonasz.

Cieszę się, że wspominasz o tym. Sama o D-mer dowiedziałam się dopiero od znajomej, która czuła się jak w depresji, kiedy karmiła piersią. Inna taka rzadka dolegliwość to zespół Raynauda, czyli duża bolesność towarzysząca karmieniu piersią, ból palący, czasem pulsujący i promieniujące do piersi. Jestem wdzięczna, że mnie to ominęło i jednocześnie słyszę, jak Tobie z tym musiało być trudno.

Odpowiedz
Aga 24 lipca, 2020 - 6:14 pm

Od siebie dodalabym jeszcze informację o hemoroidach, bo po porodzie bardziej od naciętego krocza bolał mnie wielki hemoroid, który wyszedl podczas fazy parcia. Na pocieszenie powiem, że po 3 tygodniach smarowania maścią zniknął całkowicie.

Odpowiedz
Karolina 25 października, 2020 - 12:09 am

Szkoda że ten tekst nie został napisany 14 miesięcy wcześniej, a ja trafiłam na niego dopiero dzisiaj ponad 16 miesięcy po porodzie. Moje odczucia i doświadczenie połogu są niemalże identyczne jak opisujesz a wierz mi że w tamtym momencie potrzebowałam właśnie takiego wsparcia i opinii. A najgorsze było to że nie dość że dopadł mnie baby blues, którego skutki mam w psychice do dzisiaj (tego obawiała się najbardziej moja polozba prowadząca, niemalże go zapowiedziała) to na wszystko co mnie spotkało w tym okresie było nie byłam przygotowana (bo nikt mi o tym nie powiedział, nawet moja matka z zawodu położna). W żadnej książce (trochę ich przerobiłam) na żadnym kursie ani podczas żadnej rozmowy z położnymi i innymi markami nie słyszałam o tych rzeczach (i chyba też przez to później jeszcze bardziej sobie wmawiałam że jestem beznadziejna). Bolu krocza nie zapomnę do dzisiaj, skurcze które wprawiają cie w paraliż rozchwiania emocjonalne towarzyszą mi nieustannie. I brak zrozumienia ze strony tych najbliższych, którzy „niby są” (lub też twierdzą że są) by dać ci wsparcie i pomóc ale efekty są jeszcze gorsze od stanu pierwotnego. Niby otoczona ludźmi a tak naprawdę bardzo samotna (mieszkalismy z teściami, z którymi miałam bardzo dobre relacje do momentu przyjscia na świat córki). O problemach z karmieniem piersią nawet nie chcę wspominać bo sama bym mogła o tym napisać długi tekst.
Tylko po twoim tekście poczułam ulgę… Mówią”lepiej późno niż wcale”.
Dziękuję Ci Bardzo ♥️

Odpowiedz
Gabi 15 lipca, 2020 - 3:07 pm

W punkcie o kurczącej się macicy podczas kp warto by dodać ze można brać leki przeciwbólowe! Paracetamol i ibuprofen są bezpieczne przy kp. Lepiej za to nie brać nospy bo jest rozkurczowe a jednak chcemy żeby ta macica się kurczyła.
Widzę ze ja trafiłam na super szkole rodzenia bo o tym wszystkim wiem już teraz z teorii, nie własnego czy cudzego doświadczenia. Pierogi już naklejone i czekają w zamrażarce 😉

Odpowiedz
Zuza Skrzyńska 15 lipca, 2020 - 7:48 pm

Pewnie, a paracetamol w czopkach to już w ogóle super! Działa o wiele szybciej niż ta „doustna” opcja. Nie ma co się bać przeciwbólowych.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda